poniedziałek, 14 czerwca 2010

improwizacja.. tzn to co robie najlepiej






„Lubisz tak gotować nie mając przepisu tylko mając masę rzeczy?!”
„Tak!”
Stąd wczoraj na obiad mieliśmy sałatkę z moghagibah, jabłkiem, cukinią, fenkułem, i parówkami sojowymi o smaku chili. Często mieszam owoce do jedzenia bo tworzą ciekawy kontrast, a do smaku chili pasowało właśnie to że dawały coś słodkiego.
Na 2 porcje
150 g moghagibah
3 parówki sojowe chilli
½ fenkułu
½ cukini
½ jabłka
olej
pieprz
Moghagibah ugotować, ok 20 min. Na oleju podsmażyć cukinię obsypaną pieprzem, dodać fenkuł i parówki chilli. Pod koniec gotowania moghagibah dodać pokrojone w kostkę jabłko. Wymieszać i podawać z bazylią.

8 komentarzy:

Molly pisze...

hej magda!
som alltid ser det du lagar så gott ut :) hoppas att allt är bra med dig. jag tänker på dig ska du veta och jag läser här varje dag. ta hand om dig. kramar <3

Molly pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Arvén pisze...

Gdybym tylko dysponowała Moghagibah zapewne bym się zmierzyła z tym daniem...ale spróbuję to upolować ;)

Paula pisze...

pyszna improwizacja :)

Molly pisze...

sv: ingen fara, jag har full förståelse om du inte har orken att skriva i min blogg :) jobbigt att du har såna problem med dina njurar :( tänker som sagt mkt på dig och hoppas att vi får möjlighet att ses, när du kan och orkar. ta hand om dig! massa kramar //din vän molly

Molly pisze...

sv: ingen fara, jag har full förståelse om du inte har orken att skriva i min blogg :) jobbigt att du har såna problem med dina njurar :( tänker som sagt mkt på dig och hoppas att vi får möjlighet att ses, när du kan och orkar. ta hand om dig! massa kramar //din vän molly

olga spaceage pisze...

a co to w ogóle jest? MOghagibah :)
Izraelski kuskus? (tak podobnie wyglądało ;)

vegeswiat pisze...

olgo: dzieki za nazwe mysle ze to to.. nazywa sie ja tez wielkim couscous