wtorek, 22 czerwca 2010

test musli:)



Tegoroczne lato przedstawia jak do tej pory wszystkie pory roku, to że wychodzi się w szortach nie znaczy wcale że nie wróci się lekko fioletowym z zimna i bólu który sprawił deszcz bijący nogi... Ale zmiany pór roku nie zawsze są przykre. Nie wiem ilu z was zna musli Lubelli, właśnie 4 pory roku..ja niedawno je wypróbowałam. Ponieważ musli to dla mnie jedno z najważniejszych produktów spożywczych, jestem wyjątkowo wybredna próbując nowości.
Jako pierwszy spróbowałam, wiosenne marzenie z bananem, truskawką, wiśnią i maliną. Otwierając opakowanie przygotowana byłam na napotkanie jak to zwykle, całej masy suszonych bananów, 5 pruszek truskawek, no i ewentualnie z kilka malinek.. A tu wszystkiego było po równo. Ulżyło mi, bo naprawdę nie cierpię bananów, niezależnie od formy, a w tych płatkach jest ich na tyle że tworzą całość zresztą owoców. Najbardziej smakowały mi jednak wiśnie i maliny które o dziwo poznikały z opakowania.. Musli nie było złe, ale jednak ponieważ zawierało banany nie stało się też faworytem. Po zakończeniu opakowania z wiosennym marzeniem jednak pozytywnie nastawiona do firmy , i do tego że w musli są naprawdę owoce opisane na opakowaniu, próbowałam dalej.
Numerem dwa było zimowe szaleństwo z rodzynkami, porzeczką i pomarańczą. Niedawno skończyłam swoje własne suszone porzeczki to też cieszyłam się z nowego ich źródła, a że to musli nie zawierało bananów szybko pobiło smakowo poprzednie, myślę że przyłożyła się do tego też skórka pomarańczowa.. która zazwyczaj w naszym domu szybko znikała gdy ją znajdywałam. Mimo że musli zwane jest zimowym pasowało mi w tę raczej cieplejszą porę roku, szczególnie do zimnego jogurtu sojowego.
Potem przyszedł czas na jesienną delicję z jabłkiem, żurawiną, jeżyną i pestkami dyni. Te płatki pobiły wszystkie inne które dotychczas próbowałam. Może dlatego że uwielbiam suszone jabłka i
zurawinę, no i pestki dyni. Jeżyny też lubię ale na działce mamy ich tak mało że nigdy nie suszymy. Płatki były świetne same w sobie, oraz z mlekiem i jogurtem. A jeszcze lepsze są z odrobiną cynamonu.
Na sam koniec spróbowałam sezonowej letniej pokusy, z papayą, annanasem, wiśnią i słonecznikiem. Równa się ona smakowo do jesiennej delicji. A szczególnie będzie smakować dzieciom gdyż papaya jest słodka. Z tego też powodu mnie smakowała trochę mniej. Gdyby tylko odjąć papayę dla mnie było by ekstra, a nie jest to trudne... tzn o ile podjada się musli oglądając film, wystarczy skoncentrować się na papai. A więc po jej wyjedzeniu były świetne.

Nic jednak nie pokona jesiennej delicji... ale może to tylko moja słabość do owoców w niej zawartych.

6 komentarzy:

caracordata pisze...

Ja też przetestowałam wszystkie smaki tego musli i dla mnie tez najlepsza jest owa jesień. Bezapelacyjnie to numer jeden. To chyba przez te pestki dyni :)

caracordata pisze...

Ja też przetestowałam wszystkie smaki tego musli i dla mnie tez najlepsza jest owa jesień. Bezapelacyjnie to numer jeden. To chyba przez te pestki dyni :)

Agnieszka pisze...

mi również najbardziej smakowała jesienna delicja :)

asieja pisze...

i ja lubię to musi. najczęściej wyjadam z paczuszki.. albo z jogurtem. i w sumie.. chyba nie mam faworyta.

Olciaky pisze...

niestety nie przekonały mnie.

mania179 pisze...

Uwielbiam te musli! Wszystkie są pyszne!